Jak już pisałam wcześniej nasze mieszkanko umieszczono w typowym apartamentowcu, zbudowanym dla potrzeb wynajmów wakacyjnych. Poza 3 pokojami, z czego jeden pełnił funkcję salonu, kuchni i łazienki mieliśmy też dość duży balkon, niemal taras na którym wysiadywaliśmy po zmroku.
Już pierwszego dnia zauważyliśmy na sąsiednim tarasie specyficzne sąsiedztwo w liczbie 4 istot. W dodatku 'towarzystwo' było głodne i spoglądało na nas tęsknym wzrokiem.
Oczywiście dokarmialiśmy je codziennie. Kupiliśmy nawet mleczko, coby nie padły z pragnienia. jak się potem okazało nie byliśmy jedynymi, których wzruszył ich los.

Jak również one nie były jedynymi w naszej okolicy. Pełno ich pałętało się po nadmorskiej promenadzie. Niektóre z nich były całkiem dzikie.



No tyle, że nie 2000km, ale czasowo wychodziło podobnie. ;) 
